Czułam się jak zawieszona w bezgranicznej ciemności. Nie widziałam nic. Nie miało znaczenia czy miałam otwarte czy zamknięte oczy. Była tylko ciemność. Nagle coś złapało mnie mocno za brzuch i zaczęło ciągnąć w dół. Czułam, że spadam.
  Otworzyłam raptownie oczy i pierwsze co ujrzałam to nie ciemność, ale biały sufit mojego pokoju. Mój oddech się nieco uspokoił. Po chwili dostrzegłam wszystkie inne szczegóły oraz to, że w pokoju nie jestem sama.
  Obok mnie na krześle siedziała mama. Siedziała to mało powiedziane, spała. Zegar wskazywał dwunastą w południe. Ciekawa byłam ile tak spałam.
  Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki się jakoś ogarnąć. Jednak nie zdążyłam zawołać jeszcze służby by naszykowała dla mnie kąpiel, bo najpierw zobaczyłam odbicie w lustrze. Swoje? Niestety chyba tak, bo postać po drugiej stronie poruszała się tak samo jak ja. Moja twarz była bielsza niż zwykle i miałam ogromne sińce pod oczami, a na policzku dwa siniaki, jeden żółty a drugi fioletowy. Oczy same w sobie były jakby wygasłe. Byłam przerażona swoim wyglądem i postanowiłam szybko doprowadzić się do porządku. Lekkim makijażem zakryłam niedoskonałości. Pędem wyszłam z łazienki i trzasnęłam drzwiami. Kompletnie zapomniałam, że w pokoju śpi mama. Od huku zaraz przerażona się obudziła. Popatrzyła po pokoju nieco zdezorientowana, ale gdy jej wzrok stanął na mnie trochę się uspokoiła.
  - Oj córeczko... - podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła. - Jak się czujesz?
  - Nawet dobrze... - słowa jednak nie chciały przejść mi przez gardło. Na szczęście mama tego nie zauważyła.
  - Przepraszam Cię, że tak wyszło... - zaczęła płakać. - Myślałam z tatą, że to będzie dobry pomysł z kimś Cię zapoznać...
  Widać, że bardzo przyjmowała się moim stanem więc, żeby nie sprawiać jej przykrości i nie martwiła się tak o mnie wolałam skłamać.
  - Ale mamo wszystko jest już dobrze...
  - Oj kochanie...
  Na szczęście już trochę się uspokoiła. Strasznie było mi jej żal, bo co ona teraz przeszła za łatwe nie było. Odsunęła się trochę ode mnie, by spojrzeć mi w oczy i choć dalej widziałam łzy w jej oczach widziałam, że jest już lepiej.
  - David zaraz wyjechał z Arendelle i nie powinien tu już nigdy wrócić. - powiedziała - Przyznam, że dobrze posłużyłaś się swoją mocą. Jak tylko udało nam się odmrozić zamek on biegał prawie po ścianach cały przerażony i zaraz pobiegł do swojego pokoju, spakował i w pośpiechu wsiadł na statek. Będzie bał się już tutaj pokazywać, bo możesz mu zamrozić co innego...
  Kończąc to zdanie obie się uśmiechnęłyśmy. Byłam zadowolona, że udało mi się go stąd wypędzić. Nie chciałam więcej widzieć jego pyszniącej się gęby.
  - Mogę zostawić Cię już samą? - zapytała niepewnie. - Muszę iść nadzorować zbliżające się święto wiosny, ale jak chcesz mogę oczywiście z Tobą zostać...
  - Oczywiście, że możesz iść przecież nic mi tu nie grozi. - nie dałam jej dokończyć.
  Mama jeszcze raz mocno mnie przytuliła i pocałowała w czoło. Na odchodne pomachała mi zamykając równocześnie drzwi.
  Gdy kroki ucichły pędem poszłam się ciepło ubrać. Owszem zimno mi nie przeszkadzało, ale rzucałabym się w oczy gdybym była ubrana w cienkie ciuchy. Wyszłam w pośpiechu tunelem do miasteczka.
  Zima zaczynała powoli ustępować i śniegu było coraz mniej, a gdzieniegdzie wyrastały przebiśniegi. Ludzie trochę się spieszyli, bo zaczynali przygotowywać się do święta wiosny. Było do niego jeszcze sporo czasu, ale wszystko musi być idealne. Dlaczego? Nie miałam pojęcia. Pamiętam jak byłam mała i razem z Anią biegałam w poszukiwaniu pisanek, a przy okazji kwiatków, z których robiłyśmy wianki. Zakręciła mi się łezka w oku na to wspomnienie. Nie mogłam się jednak rozkleić. Szybko zatem wzięłam trzy głębokie wdechy i się uspokoiłam.
  Mijałam kolejne kamieniczki, aż wreszcie stanęłam, przed tą którą szukałam. Zapukałam do drzwi. Cisza. Zapukałam ponownie. Znowu nic. Zauważyłam, że drzwi nie są dokładnie zamknięte i je otworzyłam. W przedpokoju było ciemno, ale zza salonowych drzwi słychać było cichą muzykę i odgłos talerzy. Uchyliłam także te drzwi i moim oczom ukazała się mama Jack'a i Emma.
  - Elsa! - Emma podbiegła do mnie szybko i mocno mnie przytuliła.
  - Witaj Elso. Miło, że przyszłaś. - mama Jack'a chyba naprawdę mnie lubiła. - Chciałabyś zjeść z nami obiad?
  - J-ja nie chciałam robić kłopotu... - odparłam trochę zmieszana.
  - Ale to żaden kłopot. Siadaj proszę.
  Zrobiłam jak powiedziała. Zaraz obok usiadła roześmiana Emma.
  - Hej! Jak się mieszka w zamku?
  - Skąd wiesz, że mieszkam w zamku? - zapytałam nieco przerażona. Przecież jeżeli ktokolwiek się dowie, że uciekłam z zamku to będzie źle. Bardzo źle.
  - Jack mi powiedział. W zasadzie to od niego wyciągnęłam. - szczerzyła do mnie ząbki. - Nie martw się! Nikomu o tym nie powiedziałam. To jest nasza tajemnica...
  - Dziękuję.
  Przyznam, że pod tym względem przypominała brata. Bardzo cieszyłam się, że zdobyłam małą przyjaciółkę.
  - To odpowiesz mi później jak to jest być księżniczką? - ledwo skończyła dokończyć pytanie, a już jej mama położyła na stole obiad.
  Chciałam pomóc pani Frost, ale ta znowu kazała mi usiąść. Trochę mnie to dziwiło, ale wolałam nie protestować. Jej twarz robiła się nieprzyjemna gdy tylko próbowałam wstać, więc przestałam się unosić.
  Obiad jak zwykle był pyszny. Naprawdę zastanawiałam się czy nie poprosić rodziców o zatrudnienie pani Frost u nas w kuchni, ale bałam się ich reakcji. Przecież dowiedzieliby się, że wymykam się po kryjomu z domu. Byliby na mnie bardzo źli...
  Pani Frost znów udała się do kuchni i przyniosła jagodowy budyń, choć jak wiadomo jagody u nas jeszcze nie rosną więc musiały drogo kosztować kupując je od zagranicznych kupców.
  - Ale ja naprawdę nie chciałam robić kłopotu...
  - Elso. Jesteś tutaj zawsze mile widziana. - uśmiechnęła się do mnie.
  Po chwili ciszy przerywanej tylko odgłosem łyżeczek wreszcie zapytałam:
  - A wie pani gdzie podziewa się Jack?
  - Hm... Zaraz powinien tu być...
  W tym momencie z hukiem otworzyły się drzwi.
  - Jack!
  Emma szybko do niego podbiegła. Ten wziął ją na ręce i przeniósł do pokoju. Zaraz spojrzał na mnie i jego wzrok natychmiast się zmienił. Był taki ciepły, że sama się odwróciłam by nie zobaczył moich rumieńców.
  - Elsa...
  Jego głos był taki ciepły jak oczy. Znaczy, że mnie pamiętał! Czary trolla nie wymazały mu pamięci. Jack podbiegł do mnie szybko i mocno uściskał. Czułam się w jego ramionach taka bezpieczna...
  - Kocham Cię bardzo...
  Pocałował mnie mocno. Znowu poczułam się dobrze. Wszystko zaczęło wracać do normy...
  Przepraszam, że tak długo zajęło mi pisanie, ale testy, kartkówki i brak weny niestety przedłużyło to wszystko...
  Dziękuję bardzo Marti Frost, która jako pierwsza skomentowała mojego bloga. Jestem jej za to bardzo wdzięczna, bo dało mi to siły by dalej kontynuować to co zaczęłam.
  Dziękuję również moim przyjaciółkom, że dają mi wsparcie, bo wiedzą jakie to dla mnie ważne i choć nie wszystkie interesują się tematyką (bo chyba tak to mogę nazwać) mojego pisania to i tak trzymają za mnie kciuki. Jestem im za to ogromnie wdzięczna! :* <3
czwartek, 23 kwietnia 2015
poniedziałek, 6 kwietnia 2015
Rozdział 15 "Perfidny drań"
  Padłam ciężko na łóżko i zalałam się łzami. Wszystko nie miało dla mnie żadnego sensu... Nie mogłam
znaleźć żadnego powodu dlaczego wszystko tak się potoczyło... Czy ktoś się na mnie uwziął? Czemu jak wszystko zaczęło wracać do normy to znowu musiało się skomplikować...? Nie umiałam znaleźć żadnej odpowiedzi...
Puk puk
  "Elsa? Jesteś tam?"
A gdzie mogłabym być...? Teraz raczej z pokoju już nigdy nie wyjdę...
  "Córeczko pamiętaj, że mamy gości i chciałbym Cię poprosić byś jutro po obiedzie zaprowadziła księcia Davida do sali rozrywkowej i zagrała dla niego na skrzypcach... Bardzo Cię o to proszę... Nie wolno przyszłej królowej zaniedbywać gości..."
  Po chwili usłyszałam oddalające się kroki...
  Jeszcze tego brakowało! Ten koszmarnie wywyższający się książę David! Miałam go po dziurki w nosie! Musiałam wymyślić jakiś plan by go zniechęcić do siebie... Tylko co? Nie mogłam zrobić jednak czegoś by nie zepsuć swojej reputacji, a tym bardziej królestwa... Nie przychodziło mi nic do głowy. Byłam strasznie zmęczona i potrzebowałam odpoczynku... Zegar pokazywał, że za chwilę wybije północ. Oczy same mi się zamykały i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Puk puk
  "Elsa?"
Ludzie co wy macie z tym pukaniem? Człowiek nie może nawet na chwilę się zdrzemnąć?
  "Elsa? Może chciałabyś ulepić ze mną bałwana?"
Otworzyłam leniwie oczy i spojrzałam na zegar. Ze zdziwieniem stwierdziłam, że nie jest noc tylko poranek i najgorsze, że dawno powinnam już wstać. Noc minęła mi jak pstryknięcie palcami. Za oknem było ciemno, gdyż słońce zakrywały ciężkie i ciemne chmury zwiastujące opady śniegu.
  "Elsa... Proszę... Chociaż otwórz drzwi..."
Ignorowałam, a przynajmniej starałam się ignorować Anię. Codziennie miałam taką pobudkę. Byłaby ona nawet przyjemna gdybym tylko mogła otworzyć te drzwi. Obiecałam jednak tacie, że nie zrobię tego dopóki nie nauczę się opanowywać mocy... Szkoda, że teraz ten czas jeszcze się wydłuży...
  "Elsa... Proszę..."
Zawsze gdy ją słyszałam moje serce coraz bardziej bolało. Czułam w gardle ogromną gule i wiedziałam, że zaraz się rozpłaczę. Nie mogę... Muszę być przecież silna. Nie mogę siebie zawieść... Niestety czułam jak po policzku poleciała pierwsza łza. Za nią kolejna i następne. Nie mogłam ich już powstrzymać. Zaczęły lać się strumieniami. Tak bardzo chciałam ją przytulić... Tak bardzo chciałam się komuś wygadać tak od serca i żeby mógł mi powiedzieć "wszystko będzie dobrze..."... Tak bardzo chciałabym by moje życie było inne. Bez mojej mocy miałabym i Anię i Jack'a... Oboje byliby bezpieczni...
  "Elso..."
W Ani głosie też słyszałam płacz i ból. Tak bardzo mi jej brakuje... Miałam wielką ochotę złamać zakaz taty i otworzyć te piekielne drzwi. Podeszłam do nich czym prędzej i nawet dotknęłam klamki. Pod moim dotykiem cała stała się lodowata i najeżona kolcami. Nie... Nie mogę otworzyć tych drzwi. Muszę chronić Anię przed samą sobą, bo przeze mnie stanie jej się krzywda... Usiadłam opierając się o drzwi i płakałam jeszcze mocnej. Przepraszam Aniu... Przepraszam, że nie mogę ulepić z tobą bałwana. Przepraszam, że nie mogę Cię przytulić. Przepraszam, że nie mogę otworzyć tych drzwi. Przepraszam, że nie mogę się odezwać...
  "Elsa... Ja wiem, że tam jesteś... Nie rozumiem dlaczego się przede mną izolujesz, ale wiedz, że Cię kocham... Ja bardzo Cię kocham... Słyszysz...? Elsa..."
I pobiegła. Ja też Cię kocham Aniu...
  Nie mogłam się pozbierać. Wyznanie Ani zrobiło na mnie ogromne wrażenie, bo sądziłam, że jednak skoro ją tak okrutnie zostawiłam to nie będzie chciała mnie znać... Sytuacja wyglądała inaczej i dało mi to siłę by w siebie chociaż trochę uwierzyć.
  Zbliżała się pora uroczystego obiadu. Strasznie się denerwowałam, bo bałam się, że znowu wybuchnę. Miałam wrażenie, że jak znowu spojrzę na twarz "księciunia" to mnie coś rozszarpie w środku. Postanowiłam, że postaram się dla taty powstrzymać odruch wymiotny. Musiałam starać się zachowywać jak "przyszła królowa" nawet nie wiem jakby było to trudne.
  Gdy tylko Kai oznajmił, że powinnam już zejść do jadalni poprawiłam jeszcze lekko makijaż, dziś już chyba z dziesiąty niestety, i pobiegłam czym prędzej na dół. Lokaj otworzył drzwi, a ja weszłam do środka. Wszyscy już tam na mnie czekali i ze zdziwieniem odkryłam, że atmosfera jest jakaś dziwnie spokojna i miła. Może to dzięki mamie, pomyślałam na początku, ale gdy tylko porozumiewawczo na nią spojrzałam, stanowczo zaprzeczyła.
  - Dzień dobry córeczko! - oczywiście pierwszy odezwał się tata. - Siadaj, siadaj czym prędzej, bo ma być dzisiaj popisowy przepis szefa kuchni, a ja jestem koszmarnie głodny...!
  Mówił dziwnie radosnym tonem. Dziwnym może dlatego, że dawno go takiego nie słyszałam.
  - Witam księżniczko Elso! - przywitał się David.
  Skinęłam mu głową jak i jego lokajowi. Książę wyglądał jakoś lepiej niż jak go ostatnio widziałam, tak bardziej przyjaźnie. Ciekawa byłam dlaczego odniosłam takie wrażenie...
  Nie miałam czasu by się za długo nad tym zastanawiać, bo podano wykwintny obiad, który aż przewyższył moje oczekiwania. Jadłam z takim apetytem, że nawet poprosiłam o dokładkę. Zdarzało mi się to nieczęsto, że aż mama się zdziwiła mówiąc "Apetycik dopisuje?" powodując śmiech wszystkich zgromadzonych. Atmosfera była naprawdę miła i gdy nadeszła pora deseru nad stołem aż wrzało od rozmów. Co dziwne ja też co jakiś czas się dołączałam. Dodatkowo jedząc waniliowy budyń z malinami i popijając czerwonym winem zapomniałam chociaż na chwilę o smutkach.
  Obiad jednak musiał się kiedyś zakończyć i wtedy przypominałam sobie o co prosił mnie tata poprzedniego dnia. Zaczęłam się okropnie stresować przed moim występem. Tata, jak to miał w zwyczaju król, uroczyście zakończył obiad i zaprowadziłam Davida do sali artystycznej (zwanej też rozrywkową).
  Jakoś dziwnie czułam się sam na sam z Davidem. Podeszłam jednak do skrzypiec i chciałam zacząć grać swój utwór.
  - Może darujmy sobie to granie, co? - wyprowadził mnie tym trochę z równowagi. - Wiem, że grasz świetnie. Nie musisz mi tego udowadniać.
  - Hmm... No dobrze... - odparłam trochę zmieszana. - To co chcesz robić?
  - Może po prostu porozmawiamy? Dowiem się czegoś o tobie a ja opowiem ci coś o sobie.
  Przyznam, że jego propozycja nie była zła. Usiedliśmy zatem na drewnianej ławce, gdzie mama najczęściej uczyła mnie kolejnych nut na skrzypcach, oboje na krańcach. Położyłam jeszcze talerz z ciastkami i dwie szklanki wody na stoliczku obok.
  Trochę bałam się z nim rozmawiać. Nie wiedziałam od czego zacząć, a tym bardziej co mogę mu powiedzieć. Starałam się grać niedostępną, ale z każdą chwilą, gdy mówiłam, czułam się lepiej, że mogę się komuś wygadać. Nie powiedziałam mu jednak o swojej mocy, przekształciłam to jako "negatywną cechę swojego charakteru". I nie mówiłam mu o Jack'u. Moja wypowiedź była krótka i nie powiedziałam o najlepszych chwilach w swoim życiu związanych właśnie z Jack'em, ale miło było z kimś pogadać. David jak się okazało też nie miał za ciekawego dzieciństwa. W wieku ośmiu lat zmarła jego matka i w chwili gdy mówił o swoim bólu zrobiło mi się go strasznie żal. Wiedziałam co przeżywał... Potem mówił o swoim lokaju, który jest dla niego jak ojciec, bo jego prawdziwy ojciec przestał się nim interesować rok po śmierci żony, gdy tylko poślubił inną. Jego macocha jest straszną krzykaczką i histeryczką. W jego królestwie wszystko zaczęło chodzić na gwizdek i według planu ustalonego przez królową. Nie podoba się to Davidowi strasznie, jednak naród szanuje ten nowy porządek.
  Nie wiedzieć czemu, ale David jakoś stał mi się bliski. Nawet go polubiłam. Zaczęliśmy potem gadać na jakieś luźne tematy i okazał się nawet sympatyczny i zabawny.
  Poczułam się jednak senna, zaczęłam ziewać i przecierać oczy. Spojrzałam na zegar, ale było ledwo godzinę po zachodzie słońca. Dziwne... Nigdy tak wcześnie nie chciało mi się spać...
  Spostrzegłam, że wyraz twarzy Davida jakoś nieznacznie się zmienił. Próbowałam pomyśleć dlaczego tak mogłoby być, ale nie mogłam zebrać myśli.
  - Nareszcie... Ile można czekać... - Powiedział to takim dziwnym, tajemniczym tonem, że zaczęłam się go trochę bać... - Elso nawet nie wiesz jak długo czekałem...
  - Czekałeś na co?
  Nie mogłam nawet pomyśleć o co chodzi. Strasznie bolała mnie głowa. David przybliżył się do mnie. Trochę za bardzo. Chciałam go odsunąć, ale miałam problem z uniesieniem ręki. Ten jednak zaczął dotykać moich włosów, potem mojego policzka i zbliżył swoją twarz do mojej twarzy.
  - Tak długo na to czekałem, Elso... - poczułam jego oddech na swojej twarzy. - Nawet nie wiesz jak mi się podobasz...   Wtedy dotknął moich warg i mnie pocałował. Nie podobało mi się to. Nie chciałam by mnie całował. Chciałam go odepchnąć, ale nie miałam siły.
  - Oj Elso... Nie musisz mnie odpychać, przecież wiem, że ty tego też chcesz... - mówił przesłodzonym głosem, na który robiło mi się niedobrze.
  - N-nie... O-odsuń się... P-proszę... - tylko tyle zdołałam powiedzieć.
  On jednak nie dawał za wygraną i dalej namiętnie mnie całował. Zaczęłam panikować, bo nie wiedziałam co mam zrobić...
  - Elso... Dodałem do twojego picia środku odużającego i nie dasz rady mi się oprzeć, więc się nie opieraj... Ja wiem, że ty tego też chcesz...
  Zaczął wodzić swoją obślizgłą ręką po moich plecach i rozwiązywać kokardę, a drugą rozpinać guziki mojej sukienki.
  Elsa myśl co masz robić. Przecież to nie jest sytuacja bez wyjścia. Myśl kobieto myśl!
  - AJ! TO BOLI! - krzyknął z oburzeniem. - COŚ TY MI ZROBIŁA?!
  Na początku nie wiedziałam o co w ogóle chodzi, ale ucieszyłam się gdy się ode mnie odsunął i nawet usiadł na drugim końcu ławki. Dopiero po chwili spostrzegłam, że jego dłonie są całe zamrożone.
  - COŚ TY MI ZROBIŁA KOBIETO?!!!
  - To co Ci się należało! - powiedziałam.
  Byłam szczęśliwa, że moja moc wymknęła się spod kontroli chociaż raz w dobrym momencie. David był w takim szoku, że nie pobiegł za mną gdy tylko udało mi się wstać.
  Zamykając drzwi od sali artystycznej zamroziłam zamek żeby za mną nie gonił jakby się jednak zorientował.   Chodziłam jak w zwolnionym tempie, bo czułam jakby podłoga i ściany wirowały i nie mogłam iść normalnie. Zapięłam byle jak sukienkę i pobiegłam do pokoju rodziców. Musiałam powiedzieć im o całym zajściu. Cudem dotarłam do drzwi i nawet nie pukając weszłam tam. Tata jak zwykle siedział za biurkiem, a mama czytała książkę. Gdy tylko mnie zobaczyli czym prędzej dobiegli do mnie z pytaniem co się stało.
  - David... Dobierał się do mnie... Ciastka... Zamroziłam mu dłonie... - tyle zdołałam wykrztusić.
  Potem już nic nie pamiętam...
Puk puk
  "Elsa? Jesteś tam?"
A gdzie mogłabym być...? Teraz raczej z pokoju już nigdy nie wyjdę...
  "Córeczko pamiętaj, że mamy gości i chciałbym Cię poprosić byś jutro po obiedzie zaprowadziła księcia Davida do sali rozrywkowej i zagrała dla niego na skrzypcach... Bardzo Cię o to proszę... Nie wolno przyszłej królowej zaniedbywać gości..."
  Po chwili usłyszałam oddalające się kroki...
  Jeszcze tego brakowało! Ten koszmarnie wywyższający się książę David! Miałam go po dziurki w nosie! Musiałam wymyślić jakiś plan by go zniechęcić do siebie... Tylko co? Nie mogłam zrobić jednak czegoś by nie zepsuć swojej reputacji, a tym bardziej królestwa... Nie przychodziło mi nic do głowy. Byłam strasznie zmęczona i potrzebowałam odpoczynku... Zegar pokazywał, że za chwilę wybije północ. Oczy same mi się zamykały i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Puk puk
  "Elsa?"
Ludzie co wy macie z tym pukaniem? Człowiek nie może nawet na chwilę się zdrzemnąć?
  "Elsa? Może chciałabyś ulepić ze mną bałwana?"
Otworzyłam leniwie oczy i spojrzałam na zegar. Ze zdziwieniem stwierdziłam, że nie jest noc tylko poranek i najgorsze, że dawno powinnam już wstać. Noc minęła mi jak pstryknięcie palcami. Za oknem było ciemno, gdyż słońce zakrywały ciężkie i ciemne chmury zwiastujące opady śniegu.
  "Elsa... Proszę... Chociaż otwórz drzwi..."
Ignorowałam, a przynajmniej starałam się ignorować Anię. Codziennie miałam taką pobudkę. Byłaby ona nawet przyjemna gdybym tylko mogła otworzyć te drzwi. Obiecałam jednak tacie, że nie zrobię tego dopóki nie nauczę się opanowywać mocy... Szkoda, że teraz ten czas jeszcze się wydłuży...
  "Elsa... Proszę..."
Zawsze gdy ją słyszałam moje serce coraz bardziej bolało. Czułam w gardle ogromną gule i wiedziałam, że zaraz się rozpłaczę. Nie mogę... Muszę być przecież silna. Nie mogę siebie zawieść... Niestety czułam jak po policzku poleciała pierwsza łza. Za nią kolejna i następne. Nie mogłam ich już powstrzymać. Zaczęły lać się strumieniami. Tak bardzo chciałam ją przytulić... Tak bardzo chciałam się komuś wygadać tak od serca i żeby mógł mi powiedzieć "wszystko będzie dobrze..."... Tak bardzo chciałabym by moje życie było inne. Bez mojej mocy miałabym i Anię i Jack'a... Oboje byliby bezpieczni...
  "Elso..."
W Ani głosie też słyszałam płacz i ból. Tak bardzo mi jej brakuje... Miałam wielką ochotę złamać zakaz taty i otworzyć te piekielne drzwi. Podeszłam do nich czym prędzej i nawet dotknęłam klamki. Pod moim dotykiem cała stała się lodowata i najeżona kolcami. Nie... Nie mogę otworzyć tych drzwi. Muszę chronić Anię przed samą sobą, bo przeze mnie stanie jej się krzywda... Usiadłam opierając się o drzwi i płakałam jeszcze mocnej. Przepraszam Aniu... Przepraszam, że nie mogę ulepić z tobą bałwana. Przepraszam, że nie mogę Cię przytulić. Przepraszam, że nie mogę otworzyć tych drzwi. Przepraszam, że nie mogę się odezwać...
  "Elsa... Ja wiem, że tam jesteś... Nie rozumiem dlaczego się przede mną izolujesz, ale wiedz, że Cię kocham... Ja bardzo Cię kocham... Słyszysz...? Elsa..."
I pobiegła. Ja też Cię kocham Aniu...
  Nie mogłam się pozbierać. Wyznanie Ani zrobiło na mnie ogromne wrażenie, bo sądziłam, że jednak skoro ją tak okrutnie zostawiłam to nie będzie chciała mnie znać... Sytuacja wyglądała inaczej i dało mi to siłę by w siebie chociaż trochę uwierzyć.
  Zbliżała się pora uroczystego obiadu. Strasznie się denerwowałam, bo bałam się, że znowu wybuchnę. Miałam wrażenie, że jak znowu spojrzę na twarz "księciunia" to mnie coś rozszarpie w środku. Postanowiłam, że postaram się dla taty powstrzymać odruch wymiotny. Musiałam starać się zachowywać jak "przyszła królowa" nawet nie wiem jakby było to trudne.
  Gdy tylko Kai oznajmił, że powinnam już zejść do jadalni poprawiłam jeszcze lekko makijaż, dziś już chyba z dziesiąty niestety, i pobiegłam czym prędzej na dół. Lokaj otworzył drzwi, a ja weszłam do środka. Wszyscy już tam na mnie czekali i ze zdziwieniem odkryłam, że atmosfera jest jakaś dziwnie spokojna i miła. Może to dzięki mamie, pomyślałam na początku, ale gdy tylko porozumiewawczo na nią spojrzałam, stanowczo zaprzeczyła.
  - Dzień dobry córeczko! - oczywiście pierwszy odezwał się tata. - Siadaj, siadaj czym prędzej, bo ma być dzisiaj popisowy przepis szefa kuchni, a ja jestem koszmarnie głodny...!
  Mówił dziwnie radosnym tonem. Dziwnym może dlatego, że dawno go takiego nie słyszałam.
  - Witam księżniczko Elso! - przywitał się David.
  Skinęłam mu głową jak i jego lokajowi. Książę wyglądał jakoś lepiej niż jak go ostatnio widziałam, tak bardziej przyjaźnie. Ciekawa byłam dlaczego odniosłam takie wrażenie...
  Nie miałam czasu by się za długo nad tym zastanawiać, bo podano wykwintny obiad, który aż przewyższył moje oczekiwania. Jadłam z takim apetytem, że nawet poprosiłam o dokładkę. Zdarzało mi się to nieczęsto, że aż mama się zdziwiła mówiąc "Apetycik dopisuje?" powodując śmiech wszystkich zgromadzonych. Atmosfera była naprawdę miła i gdy nadeszła pora deseru nad stołem aż wrzało od rozmów. Co dziwne ja też co jakiś czas się dołączałam. Dodatkowo jedząc waniliowy budyń z malinami i popijając czerwonym winem zapomniałam chociaż na chwilę o smutkach.
  Obiad jednak musiał się kiedyś zakończyć i wtedy przypominałam sobie o co prosił mnie tata poprzedniego dnia. Zaczęłam się okropnie stresować przed moim występem. Tata, jak to miał w zwyczaju król, uroczyście zakończył obiad i zaprowadziłam Davida do sali artystycznej (zwanej też rozrywkową).
  Jakoś dziwnie czułam się sam na sam z Davidem. Podeszłam jednak do skrzypiec i chciałam zacząć grać swój utwór.
  - Może darujmy sobie to granie, co? - wyprowadził mnie tym trochę z równowagi. - Wiem, że grasz świetnie. Nie musisz mi tego udowadniać.
  - Hmm... No dobrze... - odparłam trochę zmieszana. - To co chcesz robić?
  - Może po prostu porozmawiamy? Dowiem się czegoś o tobie a ja opowiem ci coś o sobie.
  Przyznam, że jego propozycja nie była zła. Usiedliśmy zatem na drewnianej ławce, gdzie mama najczęściej uczyła mnie kolejnych nut na skrzypcach, oboje na krańcach. Położyłam jeszcze talerz z ciastkami i dwie szklanki wody na stoliczku obok.
  Trochę bałam się z nim rozmawiać. Nie wiedziałam od czego zacząć, a tym bardziej co mogę mu powiedzieć. Starałam się grać niedostępną, ale z każdą chwilą, gdy mówiłam, czułam się lepiej, że mogę się komuś wygadać. Nie powiedziałam mu jednak o swojej mocy, przekształciłam to jako "negatywną cechę swojego charakteru". I nie mówiłam mu o Jack'u. Moja wypowiedź była krótka i nie powiedziałam o najlepszych chwilach w swoim życiu związanych właśnie z Jack'em, ale miło było z kimś pogadać. David jak się okazało też nie miał za ciekawego dzieciństwa. W wieku ośmiu lat zmarła jego matka i w chwili gdy mówił o swoim bólu zrobiło mi się go strasznie żal. Wiedziałam co przeżywał... Potem mówił o swoim lokaju, który jest dla niego jak ojciec, bo jego prawdziwy ojciec przestał się nim interesować rok po śmierci żony, gdy tylko poślubił inną. Jego macocha jest straszną krzykaczką i histeryczką. W jego królestwie wszystko zaczęło chodzić na gwizdek i według planu ustalonego przez królową. Nie podoba się to Davidowi strasznie, jednak naród szanuje ten nowy porządek.
  Nie wiedzieć czemu, ale David jakoś stał mi się bliski. Nawet go polubiłam. Zaczęliśmy potem gadać na jakieś luźne tematy i okazał się nawet sympatyczny i zabawny.
  Poczułam się jednak senna, zaczęłam ziewać i przecierać oczy. Spojrzałam na zegar, ale było ledwo godzinę po zachodzie słońca. Dziwne... Nigdy tak wcześnie nie chciało mi się spać...
  Spostrzegłam, że wyraz twarzy Davida jakoś nieznacznie się zmienił. Próbowałam pomyśleć dlaczego tak mogłoby być, ale nie mogłam zebrać myśli.
  - Nareszcie... Ile można czekać... - Powiedział to takim dziwnym, tajemniczym tonem, że zaczęłam się go trochę bać... - Elso nawet nie wiesz jak długo czekałem...
  - Czekałeś na co?
  Nie mogłam nawet pomyśleć o co chodzi. Strasznie bolała mnie głowa. David przybliżył się do mnie. Trochę za bardzo. Chciałam go odsunąć, ale miałam problem z uniesieniem ręki. Ten jednak zaczął dotykać moich włosów, potem mojego policzka i zbliżył swoją twarz do mojej twarzy.
  - Tak długo na to czekałem, Elso... - poczułam jego oddech na swojej twarzy. - Nawet nie wiesz jak mi się podobasz...   Wtedy dotknął moich warg i mnie pocałował. Nie podobało mi się to. Nie chciałam by mnie całował. Chciałam go odepchnąć, ale nie miałam siły.
  - Oj Elso... Nie musisz mnie odpychać, przecież wiem, że ty tego też chcesz... - mówił przesłodzonym głosem, na który robiło mi się niedobrze.
  - N-nie... O-odsuń się... P-proszę... - tylko tyle zdołałam powiedzieć.
  On jednak nie dawał za wygraną i dalej namiętnie mnie całował. Zaczęłam panikować, bo nie wiedziałam co mam zrobić...
  - Elso... Dodałem do twojego picia środku odużającego i nie dasz rady mi się oprzeć, więc się nie opieraj... Ja wiem, że ty tego też chcesz...
  Zaczął wodzić swoją obślizgłą ręką po moich plecach i rozwiązywać kokardę, a drugą rozpinać guziki mojej sukienki.
  Elsa myśl co masz robić. Przecież to nie jest sytuacja bez wyjścia. Myśl kobieto myśl!
  - AJ! TO BOLI! - krzyknął z oburzeniem. - COŚ TY MI ZROBIŁA?!
  Na początku nie wiedziałam o co w ogóle chodzi, ale ucieszyłam się gdy się ode mnie odsunął i nawet usiadł na drugim końcu ławki. Dopiero po chwili spostrzegłam, że jego dłonie są całe zamrożone.
  - COŚ TY MI ZROBIŁA KOBIETO?!!!
  - To co Ci się należało! - powiedziałam.
  Byłam szczęśliwa, że moja moc wymknęła się spod kontroli chociaż raz w dobrym momencie. David był w takim szoku, że nie pobiegł za mną gdy tylko udało mi się wstać.
  Zamykając drzwi od sali artystycznej zamroziłam zamek żeby za mną nie gonił jakby się jednak zorientował.   Chodziłam jak w zwolnionym tempie, bo czułam jakby podłoga i ściany wirowały i nie mogłam iść normalnie. Zapięłam byle jak sukienkę i pobiegłam do pokoju rodziców. Musiałam powiedzieć im o całym zajściu. Cudem dotarłam do drzwi i nawet nie pukając weszłam tam. Tata jak zwykle siedział za biurkiem, a mama czytała książkę. Gdy tylko mnie zobaczyli czym prędzej dobiegli do mnie z pytaniem co się stało.
  - David... Dobierał się do mnie... Ciastka... Zamroziłam mu dłonie... - tyle zdołałam wykrztusić.
  Potem już nic nie pamiętam...
Subskrybuj:
Posty (Atom)